top of page
Szukaj

[1] Unfiltered by Lara Kozlova. Fitness.

  • Zdjęcie autora: theartoflara
    theartoflara
  • 5 kwi 2025
  • 5 minut(y) czytania


Fitness, perfekcja i inne gówno, które Wam wciskają.


Hej kochani. Przyszedł chyba czas, żeby porozmawiać jak dorośli. Wiele osób widzi moje zdjęcia i pewnie myśli sobie: ona to na bank żyje tylko na siłowni, je sałatę i ma perfekcyjne geny. Czemu tak myślą? Bo poniekąd wywodzę się z branży fitnessowej, promowałam swego czasu dużo sportu, ale… nigdy nie wciskałam Wam kitu. Wiecie co najbardziej wkurwia mnie w całej tej branży? Wszystkie te przekonania o perfekcji. Patrzysz na zdjęcia w mediach społecznościowych: wszyscy piękni, wyrzeźbieni, mięśnie jak ze stali, skóra jak marmur, uśmiechy od ucha do ucha. I te cudowne hasła… ćwicz pięć razy w tygodniu, pij wodę, licz kalorie i będziesz wyglądać jak ja! Jasne, kurwa - a jednorożce srają złotem.


Oczywiście, znajdą się wyjątki, które naturalnością dojdą do idealnego wyglądu - ale to RZADKIE przypadki. Wszystko co widzicie to tak naprawdę jeden wielki, marketingowy bullshit. Ideały w tej branży praktycznie nie istnieją - naturalnie. To co widzicie to zazwyczaj rzadko, bo rzadko - genetyczna wygrana na loterii, ale częściej kwestia sterydów, zabiegów lub po prostu samego Photoshopa i dobranej taktyki w pozowaniu. Na co dzień ci ludzie tak idealnie nie wyglądają. Dla przykładu mogę Wam przytoczyć aferę związaną ze znanym influencerem, a mianowicie Liver King. Facet wciskał swoim fanom od długiego czasu przeróżne przekonania na temat diety, treningu. Wciskał ludziom, że ma takie rozbudowane mięśnie dzięki jedzeniu surowego mięsa, surowej wątróbki - stąd jego ksywka. Do tego prowadził sklep, gdzie sprzedawał przeróżne produkty… i na tym to właśnie polegało. Łapał fanów na wymyślne sposoby, które z każdego zrobią ideał, a w praktyce co się okazało? Do sieci wyciekła lista sterydów, które on regularnie przyjmuje. I cały czar prysł. Sama jestem przekonana, że zdecydowana większość co nie przyznaje się do wspomagaczy, to i tak je zażywa - no sorry, ale pewnych naturalnych ograniczeń naturalnie się nie przeskoczy.


Nie jestem idealna i nigdy nie byłam. Promowałam sport, może nawet dalej to trochę robię - ale zawsze w ramach spędzania aktywnie wolnego czasu. Nigdy nie zachęcałam ludzi do profesjonalnego podejścia do sportu, bo ten profesjonalny nie jest zdrowy. Wyglądam zajebiście - to fakt. I wiecie co? To nie jest oczywiście zasługa wyłącznie tego, że ćwiczę od dziesiątego roku życia przeróżne sporty. To też nie jest zasługa idealnych genów. To zasługa pieniędzy, cholernie dobrych inwestycji i odrobiny estetyki w głowie. Faktem jest, że część mojego wyglądu jest wyrobiona dzięki aktywności fizycznej, ale ludzie… nie urodziłam się z cyckami, które krzyczą: kup tę subskrypcję.



Sport to zdrowie, ale na okładkę magazynu nie wystarczy.


Przyjęło się słyszeć w branży, że sport to zdrowie, a wygląd to dodatek. Jest to prawda, ale do pewnego momentu. Regularne ruszanie się i ogólnie aktywność fizyczna jest super, naprawdę. Ale to co widzicie w mediach społecznościowych i na profilach typu “guru fitnessu”... to już nie jest zdrowe. To przegięcie. Naginanie rzeczywistości i manipulacja. Weźmy na pierwszy ogień samych mężczyzn. Praktycznie większość facetów zbierająca fanów wygląda jak atlas anatomiczny, a tak naprawdę 9 na 10 przypadków jedzie na sterydach. I nawet nie próbujcie mi wmówić, że jest inaczej. Facet z tkanką tłuszczową na poziomie 8%, żyłami jak sieć kanalizacyjna i klatką jak skała to zazwyczaj efekt testosteronu wstrzykiwanego w tyłek. Poważnie - nie da się tak wyglądać cały czas, jedząc tylko kurczaka z ryżem. A jak ma się sytuacja z kobietami? Oh, tutaj mamy trochę inną sytuację. Brzuch jak deska, okrągłe tyłki, idealne cycki i brak grama celulitu? To nie są ani geny, ani dieta. To godziny na stole zabiegowym, lasery, mezoterapia, a czasem nawet implanty w tyłku (tak, też takie istnieją). I wiecie co? Szczerze nie mam z tym żadnego problemu, bo byłabym wtedy hipokrytką, ale… ale przestańmy udawać, że to efekt ciężkiej pracy i zdrowego stylu życia - bo tak nie jest.


Media społecznościowe to świetne narzędzie, dlatego nie zrozumcie mnie źle. Sama przecież z tego korzystam. Ale musicie po prostu wiedzieć, że większość tego co widzicie to gra i manipulacja. Te wszystkie perfekcyjne sylwetki to albo efekt sterydów, albo ciężka praca medycyny estetycznej. A często nawet wszystko naraz. Kiedy widzę te wszystkie laski z płaskimi brzuchami, albo cyckami jak balony, które piszą: moja sylwetka to efekt ciężkiej pracy na siłowni. No ludzie… wtedy to aż chce mi się śmiać. Brzuch może być płaski dzięki treningom, ale cycki? Jeśli oszukują fizykę i przy sporych rozmiarach nie zwisają, to już nie są naturalne. Deal with it. I nie, to nie jest krytyka, a to po prostu fakty. Sama mam zrobione piersi, bo chciałam żeby wyglądały lepiej, ale nikomu nie będę wmawiała, że to zasługa genów czy przysiadów. Nie lubię kłamstw. Nigdy nie kłamałam, jeśli ktoś pytał o mój wygląd.


Wiecie czemu w dzisiejszych czasach mamy takie kanony piękna? Takie ideały ciała? Bo to się po prostu sprzedaje. Gdy widzicie kogoś na zdjęciu z taką sylwetką jak grecki bóg, to od razu myślicie: chce wyglądać jak on. A potem lecicie nakupować suplementów, planów treningowych, e-booków i tak dalej… wszystko po to żeby gonić za ideałem, który naturalnie nie jest osiągalny. Fitness to świetny biznes, ale właśnie - cholernie toksyczny. Ludzie zaczynają wierzyć, że jeśli nie wyglądają jak te gwiazdy z okładki, to są gorsi. Kobiety katują się dietami, często powodując u siebie choroby wszelakiego rodzaju - najczęściej chyba psychiczne? Faceci za to popadają w obsesję na punkcie mięśni. Kojarzycie ten mem chłopaków z siłowni? Każdy zaczyna przygodę z siłownią z myślą, że zrobi sylwetkę greckiego boga i nie opędzi się od samic. A w finale co? Ich mięśniami zachwycają się głównie inni faceci… zdecydowana część kobiet nie będąca w tym nurcie preferuje po prostu normalne sylwetki. Taka jest prawda. Na koniec dnia z całego tego biznesu mamy depresję, zaburzenia odżywiania i sterydowe ślady na dupie. Gratulacje.



Geny? Nie. Treningi? Jasne, ale bez przesady.


Mamy za sobą moje ogólne zdanie na temat branży fitness… ale jak jest ze mną? Może zacznę od tego, że nie odziedziczyłam wyjątkowych genów po rodzicach. Owszem, mam dobrą skórę po matce i dość symetryczną twarz - na start już coś. Ale reszta? Trzeba było nad tym popracować. Jestem po zabiegach powiększania piersi, korekcie nosa, ust oraz labioplastyce. Także mój ostateczny obraz nie jest dziełem natury. Nie jestem naturalna. Zrobiłam to, bo mogłam, bo chciałam i bo wiedziałam, że będę wyglądać lepiej niż to co dała mi biologia.


Czy to wszystko na co wydałam swoje pieniądze? Oczywiście, że nie. Dla mnie dbanie o swój wygląd to po części codzienność - a jakby nie patrzeć też praca. Jem tłusto i wysokobiałkowo. Utrzymuje ciągłość treningową, która zazwyczaj zahacza o jogę, rower, czy lekkie treningi na siłowni. Poza tym regularnie odwiedzam różne salony kosmetyczne, u których podejmuje się zabiegów z nastawieniem na utrzymanie kondycji skóry - zabiegi laserowe, masaże i tym podobne; sporo tego jest i sama szczerze nie do końca nadążam za nazwami takich zabiegów. Chcę w pierwszym wpisie ogólnie zarysować jak to wygląda u mnie osobiście i pokazać Wam dobitnie, że nie jestem dziełem matki natury. Ale… jeśli będziecie zainteresowani, to rozwinę te tematy w kolejnych postach na blogu.


Operacje plastyczne, zabiegi - to wszystko jest narzędziem, które powinno być używane z głową. Mi osobiście takie podejście pozwoliło podnieść pewność siebie i dostosować się do świata, w którym bądź co bądź wygląd ma duże znaczenie. Ale oczywiście nie zrobiłam tego, aby wyglądać jak ktoś inny. Chciałam być lepszą wersją siebie, a nie jakimś plastikiem z katalogu. I uważam, że to mi akurat wyszło, bo nie ma nic gorszego niż wygląd, który krzyczy: patrzcie na moje operacje!



Chcecie wyglądać lepiej? Przestańcie wierzyć w bajki.


Nie bądźcie głupi. Nie wystarczy robić przysiadów i jeść sałaty. W dążeniu do idealnego wyglądu potrzeba pieniędzy, planu i odpowiedniego podejścia. Postawienia sobie granicy co mogę osiągnąć naturalnie, a co już nie. Nie wierzcie w bzdury, że ludzie w moim wieku wyglądają tak po prostu dzięki siłowni. Ruszajcie swoje cztery litery dla zdrowia, a nie dla jakiegoś wyimaginowanego ideału. I zapamiętajcie - jeśli ktoś mówi, że wygląda idealnie dzięki treningom i diecie, to możecie mu śmiało powiedzieć: pierdol się, kłamco.


 
 

© 2025 by Lara Kozlova. Powered and secured by Wix

bottom of page